
Stylizacja modelki nie przypadła jednak do gustu konserwatywnym Amerykanom, czego, nie oszukujmy się, począwszy od słów "Biały Dom" i "sneakersy" wszyscy się spodziewaliśmy. "I am a big believer that you should respect the setting you are in. And when you are at the White House for a business meeting, I say you do not wear sneakers.”- powiedziała The Washington Post Marissa Mitrovich prowadząca blog politiquette.com, specjalistka od etyki mody. Jej komentarz nie przyćmił jednak pozytywnych wpisów dotyczących Cary i jej wizyty w D.C. Nad stylizacją modelki rozpływał się m.in Vogue, Harper's Bazaar czy Teen Vogue.
Jakie jest moje zdanie? Sama wybrałabym inne buty, sądzę, że pani Mitrovich również, ale czy świadczy to o ignorancji Cary Delevingne czy może raczej o jej przekorność w stosunku do utartych schematów? Fanką Cary zdecydowanie nie jestem, ale dostrzegam w jej działaniu i ubiorze konsekwencję, która co prawda nie rzuca mnie estetyzmem na kolana, ale jednak stanowi istotną część wizerunku modelki. To w końcu właśnie ze względu na swój cieszący się popularnością image, a nie pokorność, brytyjska modelka została poproszona o udział w dyskusji na temat zmian klimatycznych prowadzonej przez grupę Funny or Die. W takim świetle surowe ocenianie ubrania Cary, które przecież nie raziło nieprzyzwoitością, w kategoriach politycznej etykiety wydaje się nonsensem i razi cynicznym, amerykańskim konserwatyzmem, który nie ma nic wspólnego z dobrym smakiem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz